| ROPPONGI – STOLICA AZJI.
Stolica Japonii podzielona jest na okręgi specjalne. Roppongi jest
częścią okręgu Minatoku o powierzchni ponad 20 km2 i zaludnieniu sięgającym
200 tyś. osób. Rozłożona na wzgórzach (Roppongi Hills) symbolizuje gwałtowny
rozwój metropolii na przestrzeni ostatnich 20 lat. Kafejki, restauracje,
muzea, biura i tłumy ludzi zgromadzone na małej przestrzeni. Drapacze
chmur i wieżowce kontrastują z nielicznymi świątyniami i prywatnymi
posiadłościami, które przetrwały zawieruchę historii i nie dały się
wchłonąć przez zakusy nieprzerwanej modernizacji i komercjalizacji.
Charakter tego miejsca podkreśla jeszcze pomalowana w pomarańczowe,
czerwone i białe pasy wierna kopia wieży Eiffela (skala 1:1). Mozzżna
z niej podziwiać widoki miasta. Jednakże ta we Francji jest zdecydowanie
bardziej imponująca ze względu na usytuowanie terenowe. Do Japonii ściągają ludzie z Nowego Yorku, Paryża, Londynu i tak dalej. Już po wejściu na pokład samolotu lecącego do jednego z kilku głównych portów lotniczych człowiek czuje się jedną nogą w kraju wschodzącego słońca. Wokół słychać radosne rozmówki Japończyków wracających do ojczyzny, a panie zazwyczaj omawiają udane zakupy w „tanich” zagranicznych sklepach i pokazują sobie najnowsze torebki Louis Vuittona za 800 Euro(w Japonii 2-3 razy droższe). Nawet posiłek jest już oferowany w dwu wersjach, w tym jedna na sposób wyspiarski, drażniący kubeczki smakowe nieprzywykłych. Pamiętam, jak podczas mojego pierwszego lotu podczas śniadania pokazywano film dokumentalny o połowach tuńczyków. Sądząc po minach moich japońskich współpasażerów i paski w ich oczach sprawiało im to nieporównywalną przyjemność. Po miesiącach pobytu przestałem się dziwić. Szczególnie, że na Roppongi można zjeść rewelacyjne sushi, które dosłownie rozpływa się w ustach (od angielskiego „melting”). A że o smaku sushi decyduje jakość ryby i jej odpowiednia świeżość, co bardziej prestiżowe restauracje są w stanie sprowadzić rybę złowioną zaledwie poprzedniego dnia na Florydzie. Jeśli już dotarliście do Tokio i dopadnie Was jetlag (bezsenność po locie międzykontynentalnym) lub chce się Wam pooddychać mniej zadymionym powietrzem warto wybrać się na nocny jogging. I to koniecznie wokół pałacu cesarskiego. Świetna 6-8 km trasa naokoło posesji samurajskiej przyniesie wiele wrażeń i z pewnością nie będziecie jedyni na trasie. Wszystko pod czujnym okiem osobistej ochrony dworu, czyli policjantów z półtorametrowymi kijami zamiast mieczów. Ludzi w Tokio łączą pieniądze i aktywne życie na najwyższych obrotach lub coś co sprawia, że poświęcają od kilku do 30 godzin, aby dolecieć do Japonii. Wszyscy obcokrajowcy (z japońskiego tzw. gaigin), którzy dostają pozwolenie wjazdu do kraju kwitnącej wiśni, byli, są lub będą choć przez jakąś chwilę swojego życia na Roppongi. Zdecydowana większość z nich zdecyduje się funkcjonować nie tyle w Japonii, nie tyle w Tokio, a właśnie na Roppongi. Tutaj będą mieszkali, pracowali, włóczyli się i bawili. Przemieszają się ze stałymi mieszkańcami, ekspatriotami i turystami tworząc nieporównywalną do innych grupę harmonijnie ze sobą współistniejącą o każdej porze dnia i nocy. Ich losy wyznaczać będzie kilka miejsc „cliche”. Praktycznie codziennie po kilka razy będą pokonywali największe skrzyżowanie(kilka dwupasmówek oraz 2poziomowa autostrada nad nim). Większość spotkań prywatnych i biznesowych zorganizuję w okolicy kafejki StarBucks. Lokal zyskał renomę nie tylko dla kawki(tak jak cała sieć), ale i kanapek w stylu europejskim i amerykańskim oraz wygodnych, głębokich foteli, gdzie niejeden zasypia tęskniąc za pozostawionym tysiące mil stąd domu, rodzinie i przyjaciołach, smakach, zapachach oraz czystym powietrzu pozbawionym smogu przemysłowego. Roppongi, a w zasadzie całe centrum Tokio to urbanistyczna dżungla, gdzie klubiki, restauracyjki mieszczą się nierzadko na np. 11 piętrze w mieszkaniu nr 1031. U nas lokal na warszawskim Ursynowie w 20 piętrowcu na 19 piętrze, w 3 pokojowym apartamencie wzbudziłaby uśmiech. Tam jest to normalne. I równie normalny podczas weekendu jest widok handlarza rozstawiającego obok głównego skrzyżowania straganik z grzybkami halucynogennymi. Narkotyki w Japonii są surowo zakazane. Ale grzybki są legalne. Ustawodawca wyszedł z założenia, że to środek naturalny. Więc jeśli nie ma straganiarza, setki klubowiczów udają się do sklepików, gdzie nabycie meksykańskiego grzybka Peyotle z rachunkiem nie stanowi najmniejszego problemu. Hehe. W weekendy, a tutaj zaczynają się one koło środy, całe Roppongi zaczyna iść „w miasto”. Rodzina daleko, znajomych mało, miejsce nietuzinkowe. Warto się rozerwać. Zaczyna się kilkudniowe szaleństwo, podczas którego większość wypija litry pysznego japońskiego piwa i świetnego whiskacza. Wielu będzie nabuzowanych nielegalnymi używkami, a część wspomnianymi już wcześniej grzybkami. Cześć trafi do półlegalnych salonów masażu lub małych prywatnych klubików np. swingers clubs (tolerancyjna Japonia zajmuje chyba drugie miejsce po Paryżu, jeśli chodzi o wybór partnerów). I prawie wszyscy będą się bawili do rana w popularnych chill out roomach, a po siódmej spotkają się na kawce w starbucks. A jeśli impreza nie jest udana, zawsze można kila godzin poświęcić na partyjkę w lokalu z automatami do gry lub spędzić mile czas w salonie patchinko (hazardowa gra z kulkami). Po baletach, każdy wraca do mieszkania wynajmowanego za min. 1200-1500 USD na miesiąc. W Japonii jesteś farciarzem, jeśli twoje studio ma 1 ładny pokój. Podczas kilku pobytów, moja przestrzeń życiowa wahała się między 12 a 17 m2. Czyli pokój z łóżkiem, szafką i stolikiem. Do tego kuchenka w przedpokoju z szafką na talerze. W łazience plastikowy zestaw składający się z umywalki i wanny, w której z podkurczonymi nogami można było zanurzyć ciało. Jak ktoś chciał zanurzyć głowę musiał wynurzyć stopy itd. W wersji lux, w przedpokoju mogła znajdować się jeszcze pralka z suszarką. Pamiętam, jak nad ranem zaczęła się trząść jedyna szafa w pokoju. Zasnąłem i dopiero nad ranem okazało się, ze przeżyłem trzęsienie ziemi (4 stopnie). Gdyby studio było większe i zaczęły spadać wazony ... Małe mieszkania mają swoje plusy. Podczas spacerów po ulicach Tokio zobaczyć można wiele rowerów. Choć każdy z nich ma rejestrację, żaden nie jest zabezpieczonym nawet marnym zamkiem. A mogą kosztować sporo z racji zamiłowania Japończyków do markowych produktów. W Japonii się nie kradnie i każdy stara się uszanować czyjąś własność. A więc jeśli już wypiłeś o 10 doskonałych japońskich piw za dużo i wracasz do domu – nie waż się brać roweru z ulicy. Nasi, czyli gaigin, często popełniają ten sam błąd. Chcą umilić sobie drogę do domu a rower pozostawić na ulicy tak jak go znaleźli. A policjanci momentalnie ich wyłapują. Regułą jest natychmiastowa deportacja i pieczątka w paszporcie z zakazem wjazdu na kilka lat. Kilka słów o kulturze jedzenia na Roppongi. Jak Japonia to wszyscy myślą sushi i tempura czyli ryba w cieście. A tymczasem dzielnica oferuje znacznie więcej. Poza miejscami z kuchnią europejską i amerykańską (Man! Best steak outside US – I tell you! jak mówił mój kolega z Oklahomy), w dziesiątkach małych wybetonowanych uliczek można znaleźć prawdziwe perełki. Prawie nikt z tzw. new-comers nie zna sieci Yoshinoya. Odkryłem ją po 2 latach pobytu, ale wierzcie mi było warto! Kanadyjska smażona wołowina w paseczkach, pączek ryżu z żółtkiem i ziołami, surówka i zielona herbata. Ewentualnie miso soup. O rany, jak to smakuje. Pycha... A jedliście kiedyś zupę na wieprzowinie z grubym makaronem? Dziwiłem się jak postawiono przede mną naczynie buchające parą, ale smakowało. Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie zupka, w której pływało około 400 rybek wielkości naszych akwarystycznych gupików. Również smaczne. Jeśli będziecie kiedyś w Japonii polecam Wam restauracje z klasycznym grillem. W takim przypadku pośrodku stołu dla gości znajduje się grill a na nim samemu lub w asyście kucharza przygotowuje się posiłki. Musicie spróbować małży morskich i ślimaków. Kiedy się otworzą nad żarem to znak, że właśnie rozluźniły mięśnie („wyzionęły ducha”) i można już wcinać. Roppongi to wielki biznes i miejsce, gdzie zatrzymują się goście zapraszani do Japonii przez instytucje i różne organizacje. W tym sportowcy tacy, jak baseballiści (najpopularniejszy sport w Japonii), piłkarze, koszykarze itd. Do tego na Roppongi można spotkać specjalistów od wschodnich sztuk walk. Wielka gala K1 corocznie odbywająca się w Japonii skupia największych mistrzów od bicia, dobijania i nokautowania. Wszyscy mieszkają na Roppongi. Dlatego podczas klubowych wypadów warto mieć oczy wokół głowy i nie wchodzić nieznajomym w drogę... Ale największa jadka na Roppongi zaczyna się kiedy do portu w Yokochamie (kiedyś wioska rybacka, dzisiaj port i przedmieścia Tokio), przypływa amerykański lotniskowiec. Nawet mafiosów restauratorzy tak się nie boją Wymęczeni i wyposzczeni amerykańscy marines na lądzie tracą wszelkie zahamowania. Żołnierze na przepustkach czują się tu jak u siebie w Kalifornii i chętnie korzystają z uroków życia, których tak brakuje na morzu. Alkohol, dziewczyny... A ponieważ ze względu na sytuację polityczną nie podlegają jurysdykcji japońskich sądów, nie muszą się obawiać jakichkolwiek konsekwencji swych zabaw. Niektóre lokale są wtedy zamykane, a zapobiegliwi ojcowie dają córkom szlaban. Ze względu na liczną populację międzynarodowej klienteli setki dziewczyn z całego świata pracują codziennie w barach gogo. Wyselekcjonowane i zmieniające się co 2-3 miesiące, szykują się godzinami w swych malutkich mieszkankach przed nocym tete-atete. Widok, gdy 300 pięknych kobiet nagle wychodzi z bloku i idzie gęsiego o 20.00 do pracy jest niezwykły. Nie wspominając o wrażeniu jakie robią te same dziewczęta wracające gęsiego o 5-6 nad ranem. W Roppongi trudno jest o chwilę wytchnienia. Brakuje tam otwartych przestrzeni i parków. Uroczystości i święta są obchodzone na małych placykach wewnątrz dzielnicy. Nie dziwi widok cmentarza tuż za blokiem nad stacją metra i widok rozbawionej rodziny piknikującej przy grobie dziadków. Szczególnie święto kwitnących wiśni kojarzy mi się z okresem niezwykle radosnym dla wszystkich Japończykó. Setki, czy tysiące drzew nagle zaczyna kwitnąć. Gałęzie z biało różowymi płatkami zwisają radośnie nad uliczkami tworząc niespotykany widok. Wokół tłumy cieszące się nadchodząca wiosną i kolejnym rokiem. Kramy ze zgrillowanymi miejscowymi specjałami oraz słodkości dla dzieci. Nawet wystawną kolację można wspólnie ze znajomymi i sąsiadami zorganizować późną porą w parku po chłodnej zimie.
A jeśli ktoś lubi wstawać rano, opłaci się wycieczka na górę Fuji (3 776 m n.p.m.). Po kilkugodzinnej wspinaczce turysta ma szansę obejrzeć zapierający oddech w piersi wschód słońca, a potem delektować się widokiem po horyzont. Źródło: materiał własny Ekonom.pl |
Wszelkie prawa zastrzeżone ekonom.pl 2010